Dlaczego nie iść do kina na Minionki? Recenzja.

Posted by in tata i dziecko

Niesiony radością z zakończenia roku szkolnego (z sukcesami!) i chęcią sprawienia radości moim dzieciakom, zabrałem całą rodzinę do kina na dzisiejszą premierę filmu Minionki. Tym samym złamałem swoją własną zasadę nie pokazywania dzieciom rzeczy, których wcześniej sam nie widziałem. Złamałem i szybko pożałowałem.

Rzadko chodzimy do kina

W zasadzie rzadko chodzimy do kina. Nie tylko w związku z powyższą zasadą. Także dlatego, że nie podoba mi się marketingowe bombardowanie, które ma miejsce przy każdej wizycie w kinie. Maskotki, słodycze, przekąski, breloczki, baloniki, … a na koniec 20 minut reklam. Kino powinno dopłacać za to żebyśmy to wszytko oglądali, a tymczasem to ja muszę wydać grubo ponad 120 zł za 2 godziny „zabawy” naszej piątki w multiplesie. Dlatego kino wypadło praktycznie całkowicie z listy naszych rozrywek. Trochę szkoda, bo lubimy filmy. Oglądamy więc dużo w domu.

Minionki – jestem na nie

Pierwsze minuty filmu były dość zabawne i nie zapowiadały późniejszej tragedii. Zdaję sobie sprawę, że to mocne słowo, ale po raz pierwszy w życiu siedziałem w kinie i notowałem swoje zastrzeżenia:

Zło  i…. zło

Fabuła filmu oparta jest o paradoksalny fakt, że sympatyczne poniekąd stworzonka – Minionki – chcą służyć największemu na świecie złu. Minionki wspierają, podziwiają i gloryfikują zło. Co jeśli dziecko będzie chciało zidentyfikować się z głównymi bohaterami…?

Po wyjściu z kina, poprosiłem mojego 9-letniego syna, który mam wrażenie nie ma problemu z odróżnianiem dobra i zła, aby wskazał mi dobre postacie w tym filmie. W pierwszym momencie powiedział, że Minionki, ale gdy przypomniałem mu, że oni chcą służyć złu – wycofał się z tej opinii. Więcej dobrych bohaterów filmu nie potrafił wskazać….

Większość filmów dla dzieci, przynajmniej tych klasycznych, stawia wyraźną granicę między bohaterami dobrymi, a złymi. To pozwala dziecku właściwie interpretować i oceniać oglądane wydarzenia, a także czerpać naukę o tym, co jest dobre, a co złe. W przypadku Minionków dziecko nie ma szans na taką ocenę. Ambicją sympatycznych stworków jest wspieranie drapieżników, wodzów wojen (obok pokazanego Napoleona można było śmiało zaprezentować Hitlera i Stalina), a przez większość filmu przestępców i złoczyńców.

Niszczenie autorytetów

Autorytetami Minionków są złodzieje, zabójcy, oraz postacie znane z horrorów. Dorośli śmiało odnajdą tu bohaterów takich filmów jak Świt żywych trupów, Teksańska masakra piłą mechaniczną, ale także inne straszydła (Obcy?). Jednocześnie autorzy filmu nie unikają szydzenia z osób, którym szacunek, w moim przekonaniu się należy, np. Królowa Elżbieta (władza), biskup (duchowość) czy starsza kobieta (doświadczenie).

Dla dorosłych

Wszystko to przeplatane jest zachowaniami bohaterów, które przynajmniej moim dzieciom są obce, i których one nie rozumieją: scenami manipulacji i zastraszania, szyderstwem, i podobnymi emocjami.

Niestety nie zabrakło także akcentów seksualnych. Jaki jest cel pokazywania dzieciom tańczących strażników zrzucających ubrania i klepiących się po pośladkach, transwestyty (kobieta z brodą), Minionków w stringach, oraz fryzjera-gey’a? Nie potrafię odpowiedzieć…

Minionki – …i aż mi się chce wyjść z kina.

Jako, że nie zdecydowałem się wyjść z kina, czułem się w obowiązku, wracając do domu, omówić z dziećmi to, co działo się na filmie. Usilnie szukaliśmy jakiejkolwiek dobrej strony tego obrazu. Niestety, jak wspólnie przyznaliśmy, nawet dowcip w Minionkach jest słaby. Poza kilkoma pierwszymi minutami i jedną z ostatnich scen film nie jest nawet śmieszny. Miejscami jest straszny. Nie ma żadnej puenty ani przesłania. Dodatkowo budzi szereg wątpliwości moralnych.

Cała ta historia, poza tym, że popsuła mi wieczór, utwierdziła mnie w przekonaniu, że:

  1. Warto oglądać / czytać / słuchać to, co później proponuje się swoim dzieciom, choć nie jest to łatwe. Można też korzystać z rad zaufanych znajomych.
  2. Warto zadawać sobie pytanie czy to, co konsumujemy ma jakąkolwiek wartość i co przekazuje naszym dzieciom? Nie warto zaś zaśmiecać sobie głowy rzeczami, które nie niosą ani wartości, ani radości, ani odprężenia, nic.