Sądzisz, że istnieją związki, które się nie kłócą? Idealne, sielankowe małżeństwa? Szczerze wątpię…

Dzielę się z wami na tym blogu różnymi mądrościami. Być może myślisz sobie:  „Gość ma szczęście. Dzieci grzeczne, żona ogarnięta – sielanka!” Wybacz, ale dziś muszę wyprowadzić cię z błędu. Rozpoczynam pisać ten artykuł o 3 nad ranem. Bynajmniej nie mam kłopotów ze snem. Przez ostatnią godzinę sprzątałem łazienkę. Dziwnie, nie? Tak, bynajmniej sprzątanie łazienki o tej porze nie jest moim standardem. Właściwie to w ogóle nim nie jest… Zanim zacząłem sprzątać, moja żona zrobiła mi dwugodzinną awanturę, z gatunku tych, w trakcie których twoje ciało pozostaje bezwładnie przy niej, ale ty jesteś gdzieś daleko…

Z takich, czy innych przyczyn, mojej najdroższej zależało na tym, abym regularnie mył łaziankę, co też zgodziłem się robić. Sęk w tym, że moja regularność, była chyba zbyt niska. Dwa razy na trzy miesiące to słabo, fakt. No i miarka się przebrała. Żona przystąpiła do ataku o kryptonimie „od Adama i Ewy”, polegającym na wyliczaniu moich grzechów względem niej począwszy od pierwszego dnia, gdy się poznaliśmy, na bieżącej dacie kończąc. Ponoć kobietom zdarza się coś wybaczyć, ale nigdy nie zapominają…  Kiedyś nawet chciałem odpłacić jej tym samym, ale ja nic nie pamiętałem – zasób zarzutów do niej skończył mi się po 2 minutach, a połowa i tak była nieaktualna. ;)

Dość jednak tych żartów. Przyznam, że choć staram się uczynić powyższy opis śmiesznym, jednak nigdy, także w tym momencie, do śmiechu mi nie jest. Jest to jedna z kilku sytuacji, w których czuję się po prostu bezradny. Nie dzielę się z nią z wami powodowany jakimś źle rozumianym ekshibicjonizmem internetowym. Chcę z jednej strony zapewnić was, że nie wy jedni kłócicie się ze swoją żoną, a z drugiej strony namówić was do wyciągania z waszych starć konstruktywnych wniosków.

Dlaczego się kłócimy? Wydaje mi się,  że małżeńskie kłótnie wynikają najczęściej z różnic miedzy nami i ich wzajemnego niezrozumienia. Chodzi mi przede wszystkim o różnice międzypłciowe. Przeważnie trudno jest nam zrozumieć się wzajemnie, a gdy jednemu z nas czaszę niezaspokojonych potrzeb przepełni kolejna kropla niezrozumienia, wybucha awantura. Choć kłócić można się z wielu powodów, opisana na początku kłótnia opierała się właśnie na tym schemacie.

W sytuacji, w której dziś się znalazłem, przeważnie pada wiele bardzo ciężkich słów ze strony kobiety. Są to słowa, które nieraz bardzo bolą. W przeszłości bardzo różnie radziłem sobie ze wspomnianą bezradnością oraz gradem, nie zawsze merytorycznych, zarzutów. Przeważenie jednak radziłem sobie słabo. Najczęściej salwowałem się ucieczką fizyczną lub wewnętrzną. Czasem starałem się kontratakować, ale najczęściej doprowadzało to do eskalacji konfliktu i wzajemnego poważnego ranienia się. W pewnym jednak momencie odkryłem, że ponad potokiem cierpkich słów (powodowanych emocjami) istnieje konstruktywny przekaz potrzeb i konkretnych oczekiwań, które częstokroć były wcześniej do mnie adresowane, ale nie znajdowały posłuchu. Tymczasem emocje, niosące trudne i raniące mnie słowa, to kobiecy krzyk: „USŁYSZ MNIE W KOŃCU TY KOŁKU NIEOCIOSANY!”.

Odkąd to odkryłem staram się słuchać na wyższym poziomie, aniżeli pułap latających sztyletów. Wtedy okazuje się, że mycie łazienki to tylko pretekst, kamyczek, który uruchomił lawinę. Zestaw zarzutów pod kryptonimem „od Adama i Ewy” to historie – wskazówki prowadzące do tego, o co tak na prawdę chodzi. „Patrz, w przeszłości tu zachowałeś się tak samo, tu  podobnie, w tamtym momencie identycznie i znów powielasz ten błąd!”. A finalnie: „Jestem wściekła, bo mam dość, bo tego nie akceptuję, bo nie chce tak dłużej, bo jestem już tym wykończona – RATUJ MNIE!” I (czasami) wszystko składa się w całość, zaczynasz rozumieć… A najgrosze jest to, że najczęściej trudno się z tymi zarzutami nie zgodzić.

Odkąd to odkryłem zacząłem dziękować mojej żonie za awantury. Choć te duże, jak dzisiejsza zdarzają nam się ostatnio dość rzadko, wciąż nie są dla mnie łatwe. Wciąż jedyną moją strategią bywa milczenie. Trudno uczynić cokolwiek innego wobec powodzi emocji, która mnie zalewa. Czasem żona, niesiona swoją bezradnością wobec mnie – nieociosanego kolka, nie przebiera w słowach, a one powodują ból. Wciąż zmaga się z moją głuchotą na jej prośby i potrzeby. Jednak odkąd wiem, o co tak na prawdę chodzi, po każdej kłótni robię ciche, konkretne postanowienie i dziękuję Bogu, że dał mi tak mądrą żonę, która troszczy się o mnie i nie pozwala mi stanąć w miejscu!

Kochanie, pomimo, że wyrzuciłaś moją poduszkę przed drzwi sypialni, pomimo, że jedyne objęcia, na które mogę dziś liczyć, to objęcia kanapy w salonie, dziękuję Ci! Dziękuję, że nie zniechęcasz się pomimo moich kolejnych, głupich wpadek i błędów, że wciąż we mnie inwestujesz. Jesteś powodem, dla którego chcę walczyć i wstawać na nowo. Nawet wtedy, gdy się złościsz, wiem, że robisz to, bo mnie kochasz. Dziękuję.

Już piąta… (…) Może mnie odwiedzisz….?

Dołącz do rozmowy

4 komentarze

  1. Dziękuję. Wspaniały wpis. Właśnie skończyłem słuchać Pana w Radiu Plus. Wszystkiego dobrego. Z Bogiem.

  2. Kapitalny tekst. Powołałam się na ten wpis na własnym blogu. Dobrze, że głos w sprawie zołzowatych żon zabrał mężczyzna, bo wszyscy przekonują mnie , że kobiety powinny być bardziej wyrozumiałe, mniej uszczypliwe i zrzędliwe. Że to my się czepiamy i chcemy nie wiadomo czego. A odpowiedź jest bardzo prosta: chcemy być słyszane i słuchane, gdy wyrażamy nasze potrzeby i prośby. Tyle. Dziękuję. Pozdrawiam! Serdeczności :)

  3. Przykro mi to mówić, ale wydaje mi się że stał sie Pan ofiarą przemocy ze strony swojej współmałżonki. Na dodatek, jakto często bywa u ofiar, stara sie Pan sobie tłumaczyć zachowania żony, stwierdzając, że w sumie to ma racje: jestem nieudacznikiem, nic nie potrafię, zawodzę ją na każdym kroku. A tak naprawde, Pana żona jest typem przemocowca, który poprostu wymusza na Panu określone zachowania przemocą słowną. Tak, wyzywanie nawet podczas kłótni jest przemocą, równie dobrze mogłaby Panu dawać w twarz, co zapewne w przyszłości się stanie. Nie uwierze, że normalna, kulturalna rozmowa do Pana nietrafia, że trzeba krzyczeć I wyzywać aby odnieść jakiś skutek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *